Przepraszam Was wszystkie za małą nieobecność, ale cały sierpień był dla mnie lekko zwariowany, ponieważ... brałam ślub. Nie dość, że musiałam się doprowadzić do stanu używalności - czytaj schudnąć 6 kg, ujędrnić ciało, to jeszcze biegałam na przymiarki sukni ślubnej i starałam się zapanować nad ślubem i weselem.
W każdym razie wszystko się udało! Jestem już młodą żoną i nawet miesiąc miodowy mam już za sobą. Nie wiem, czy Was to zaciekawi, ale chętnie podzielę się z Wami przebiegiem moich przygotowań.
Razem z moim narzeczonym staraliśmy się rozsądnie wydawać pieniądze - nie muszę chyba mówić, że w porównaniu z panną młodą, pan młody nie wydaje nawet 20% tego, co w swój wygląd inwestuje kobieta. Ale co tam. I tak w TYM DNIU, to ona jest w centrum uwagi i świeci najjaśniejszym blaskiem.
Oto co po drodze do ołtarza musiałam przejść ja:
- Moją sukienkę ślubną szyłam sobie prywatnie, bo opcja beza kompletnie mnie nie interesowała. Poza tym wydawanie 4 tysi na jednorazowy występ to wbrew mojemu rozsądkowi. Inne dziewczyny wyglądają w nich bosko, ale ja w welonie i kiecce na drucie nie czułabym się komfortowo. Projekt sukni znalazłam w jakiejś gazecie. Oryginalnie jego autorem był Zac Posen, a wersję pomarańczową miała na sobie Kate Beckinsale na premierze jakiegoś filmu. Moją suknię z matowego jedwabiu o nie do końca gładkiej fakturze szyła pani krawcowa, a nadzór nad jej wykonaniem miała prawdziwa projektantka (nazwiska nie podaję, bo nie wiem, czy byłaby happy z tego powodu). Miałam pięć przymiarek, w trakcie których okazało się, że będą jeszcze fiszbiny... Mówię Wam, działo się! Suknia była boska! Mam ją zamiar ufarbować na kolor wyżła weimarskiego (stalowa szarość) i wystąpić w niej jeszcze kiedyś.
- Zamiast welonu miałam na głowie białą opaskę z ogromnym kwiatem zrobionym z piórek. Wykonała do Joanna Denier, która robi przepiękne rzeczy. Jeśli chcecie zobaczyć cudeńka, które wyszły spod jej ręki, odwiedźcie jej sklep z kapeluszami: al. 3 Maja 14 w Warszawie, lub http://www.sklepzkapeluszami.pl/. 
- Żeby moje ciało pięknie wyglądało przeszłam serię 6 zabiegów Esbeltic w Alchemy Day Spa przy Klonowej. Zawijano mnie tam w bandaże nasączone jakimiś miksturami, w których musiałam leżeć półtorej godziny. Trochę się nudziłam, ale na szczęście przez 40 minut masowano mi stopy, wiec miałam urozmaicenie.
Biegałam również na zabiegi na twarz, najpierw oczyszczanie, a potem upiększanie. Jeśli chodzi o paznokcie, to miałam zrobiony normalny pedicure i manicure, a paznokcie pomalowałam sobie sama w dniu ślubu mlecznym lakierem.
- Ponieważ doszłam do wniosku, że skoro się tak odwaliłam, to należy wyeksponować efekty, które z takim trudem osiągnęłam, więc zdecydowałam się na długość sukienki trochę za kolana. Do tego miałam srebrne, zupełnie kosmiczne sandały - aluminiowo srebrne na koturnie. Miałam w tym zestawie 185 cm wzrostu i wyglądałam jak cyborg, ale ja się sobie bardzo podobałam, a to chyba podstawa:-)
- Ponieważ moja sukienka wykluczała możliwość założenia normalnego stanika, więc kupiłam sobie w internecie UnBra za 12 złotych. Trzymał się biustu idealnie do piątej rano i nie uczulił mnie (przetestowałam go wcześniej).
- Makijaż i fryzurę robiła mi zaprzyjaźniona makeupistka, ale dzień wcześniej w warszawskim salonie Essenca dokleiłam sobie rzęsy. Wyglądały naprawdę cudnie i wytrzymały na oczach jeszcze tydzień miesiąca miodowego.
Tyle się więc Moje Drogie działo, że same rozumiecie, że nie miałam głowy do plotek, wielkiego świata i mody. Ale teraz już jestem cała zwarta i gotowa i szybko nadrobię zaległości.






